Klub Generałów

Polska strategia. Strategia po polsku – 35 lat

Gen. dyw. prof. dr hab. Bolesław Balcerowicz

          Tytułowe 35 lat obejmuje okres od strategicznego ubezwłasnowolnienia do samodzielności strategicznej a następnie do strategii równoprawnego członkowstwa w demokratycznym sojuszu.

         
Część pierwsza
          W Polsce po zakończeniu II wojny światowej w pełni narodowej strategii nie było – nie było w pełni narodowej strategii obronnej i  wojskowej. Polska pozbawiona politycznej niezależności, odzyskiwała i odzyskała ją  po wyborach w roku 1989. Pozostając do lipca 1991 roku członkiem Układu Warszawskiego w lutym 1990, po podjętych pośpiesznie pracach nad koncepcją strategiczną przyjęto uchwałą Komitetu Obrony Kraju dokument Doktryna obronna Rzeczypospolitej Polskiej. Doktryna  już w czasie jej opublikowania straciła aktualność ze względu na dynamikę zmian jakie wówczas się działy a także przez to, że w swoich treściach wciąż jeszcze odzwierciedlała wizje zagrożeń schyłkowego okresu konfrontacji dwóch bloków.
Pierwsze dokumenty określające strategię bezpieczeństwa narodowego oraz w jej ramach strategię obronności w warunkach samodzielności obronnej, ukazały się 2 listopada 1992 roku. To przygotowane (w ciągu trzech miesięcy) przez międzyresortowy zespół dokumenty: Założenia polskiej polityki bezpieczeństwa, Polityka bezpieczeństwa oraz Strategia obronna Rzeczypospolitej Polskiej.
          Treści Strategii obronnej RP zasługują na wysoką a nawet na bardzo wysoką ocenę. Podkreślam – treści. Z wdrożeniem założeń strategii było natomiast coraz gorzej. Już od początku brakowało jej uzupełnienia odpowiednimi aktami prawnymi nieodzownymi dla utrzymania systemu obronnego. Podpisany przez prezydenta cztery lata później Polityczno-strategiczny plan obrony Rzeczypospolitej Polskiej nie przełożył się na odpowiednie przygotowanie dla jego realizacji.
          Niezależnie od przyjętych w roku 1992 dokumentów przedmiotem badań oraz  debat/dyskusji jeszcze przez kilka lat pozostawały kwestie wystarczalności obronnej a także (rzadziej) obronności państwa średniej wielkości. Strategia  obowiązywała (formalnie) przez prawie 8 lat, nawet wtedy, gdy Polska stała się członkiem NATO. 
          Orientacja na włączenie Polski w struktury zachodnioeuropejskie i północnoatlantyckie dominowała już w roku 1991. W roku 1992 cel ten został zapisany w przyjętych dokumentach strategicznych. Zorganizowane zabiegi/działania o członkotwo w NATO rozpoczęto w roku 1993 po osiągnięciu zgody wszystkich ugrupowań politycznych.
          Kolejne kroki w drodze do Sojuszu powodowały, że przyjęta niedawno strategia bezpieczeństwa, w tym strategia obronności, odchodziła na dalszy plan. W centrum zainteresowania (i działań) znalazły się kolejne oczekiwania i wymogi Sojuszu.
          Po spełnieniu wszystkich kryteriów aby stać się pełnoprawnym członkiem NATO pozostały tylko prace nad trzema dokumentami:  Cele Sił Zbrojnych, Program Integracji z Organizacją Traktatu Północnoatlantyckiego oraz Modernizacja Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej na lata 1998-2015.  
         
A wciąż formalnie obowiązywała strategia z roku 1992. Należy przy tym zauważyć to, że z pierwszej strategii samodzielności obronnej wynikały zasadnicze kierunki zmian jakich należy przeprowadzić w siłach zbrojnych. Przeobrażenia przez nią determinowane, dokonywały się przez półtora roku, kiedy Polska wkroczyła na drogę ku NATO. Wojsko Polskie, już w warunkach strategicznego zwrotu, nadal było poddawane turbulencjom kolejnych reorganizacji – często chaotycznym likwidacjom kolejnych jednostek, radykalnym zmniejszaniem liczebności wojsk, zmniejszaniem wydatków na obronność. Gdy w roku 2000 rozpoczęto prace nad kolejną – szóstą (!) koncepcją zmian, Wojsko Polskie  liczyło 150 tys. żołnierzy.
          Osiągnięciu celu strategicznego doskonale służyło wykorzystanie sił zbrojnych jako instrumentu polityki. W roku 1992  rząd Rzeczypospolitej postanowił wydzielić batalion operacyjny do sił ochronnych ONZ, do operacji pokojowej (będącej w istocie operacją wymuszania pokoju). Polska biorąca udział w stabilizacji sytuacji w Jugosławii zaistniała jako liczący się na arenie międzynarodowej  podmiot strategiczny. Wykorzystała też okazję do zaprezentowania jakości swojego wojska, co miało pewien wpływ na stanowisko przyszłych sojuszników.
          Kapitalne znaczenie miało zaangażowanie polskiego kontyngentu w Siłach Implementacyjnych NATO (IFOR). Polska jednostka weszła w skład międzynarodowej Nordycko-polskiej brygady, która wykonywała zadania w składzie dywizji amerykańskiej. Oznaczało to funkcjonowanie w strukturach wojskowych NATO,  natowskich procedurach.
          Sam akt przyjęcia Polski do NATO oznaczał jedynie formalne zakończenie zapoczątkowanych wcześniej działań. Przed państwem i jego siłami zbrojnymi zaczęły się mnożyć zadania natury prawnej, organizacyjnej i finansowej; stanęła też kwestia roli i miejsca polski w sojuszu. Należało wypracować/przyjąć nową strategię bezpieczeństwa, nową strategię obronności.
          Do NATO zdążaliśmy z uzasadnioną skądinąd nadzieją na zapewnienie sobie bezpieczeństwa, a także z wciąż obecnym balastem mentalnym, spadku po Układzie Warszawskim – z brakiem należytej wiedzy o Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego. Zdążaliśmy z wciąż jeszcze  niezłą, choć pokiereszowaną kolejnymi zmianami/redukcjami, dramatycznie nie dofinansowaną armią.
          Prace nad nową koncepcją strategiczną rozpoczęły się z chwilą uruchomienia procesu akcesyjnego w roku 1997. Prowadzone były równolegle z udziałem w pracach nad nową koncepcją NATO. Istniała  zatem możliwość wprowadzeni nowej strategii bezpośrednio po wstąpieniu do Sojuszu. Stało się inaczej. Prace nad polską strategią były świadomie opóźniane w oczekiwaniu na przyjęcie nowej natowskiej koncepcji. W ten sposób ujawniło się obciążenie mentalne z czasów Układu Warszawskiego, kiedy strategia sojusznicza była budowana odgórnie, w Moskwie.
          Nie zauważyliśmy tego, że w NATO pierwotne są strategie narodowe opisujące interesy, cele narodowe, środki jakie państwo wydziela dla ich osiągnięcia; tego, że dopiero po negocjacjach, po osiągnięciu consensusu tworzy się wspólna sojusznicza strategia.
          W roku 2000 ukazały się dwa odrębne dokumenty: Strategia bezpieczeństwa Rzeczypospolitej Polskiej oraz Strategia obronności Rzeczypospolitej Polskiej. Oba miały jedynie charakter rządowy, przyjęte były bowiem bez akceptacji prezydenta i parlamentu Rzeczypospolitej; nie posiadały rangi ogólnopaństwowej; nie miały zatem  należycie istotnego znaczenia – należytej mocy sprawczej.
          Trzy lata później, w roku 2003, kolejną – nową strategię bezpieczeństwa narodowego podpisał (inaczej niż w roku 2000) prezydent Rzeczypospolitej. Tym samym dokument uzyskał należytą rangę i moc sprawczą.  Potrzeba przyjęcia nowej strategii wynikała też z dynamiki i skali zmian w stosunkach międzynarodowych, nowych wyzwań i zagrożeń.  Po ataku terrorystycznym we wrześniu 2001 roku, w strategii w percepcji zagrożeń bezpieczeństwa pojawiła się nowa „jakość” – terroryzm. W centrum uwagi znalazła się, ogłoszona przez prezydenta Stanów Zjednoczonych „światowa wojna z terroryzmem”.

Część druga
          Treści zawarte w strategiach 2000, 2003 dość brutalnie zweryfikowały realia. W rzeczywistości, w praktyce polityki państwa nie miały one znaczenia w podejmowaniu decyzji o zaangażowaniu  sił zbrojnych Polski w dwóch wojnach –  w Iraku  oraz w Afganistanie.
          Obowiązująca strategia decydentom  potrzebna nie była. Wszak nie było w niej mowy o udziale w wojnach ekspedycjach, o oczekiwanych celach ekspedycji. A Polska jak nigdy w historii stała się aktywnym uczestnikiem dwóch odległych o tysiące kilometrów, toczonych poza Europą, wojen.    
          Polska w wojnie w Iraku – najważniejszym wydarzeniu pierwszej dekady XXI wieku, była jej uczestnikiem we wszystkich jej fazach łącznie z preludium. Pierwsza  faza wojny – operacja wojenna Iracka Wolność, prowadzona była siłami koalicji trzech państw anglosaskich oraz Polski – koalicji wewnętrznie asymetrycznej. Prawie 90% sił stanowili Amerykanie, około 10% Brytyjczycy, 1% Australijczycy. Udział Polski w tej fazie można mierzyć w promilach (ok. 180 żołnierzy). Mikroskopijny kontyngent polski dla operacji nie miał praktycznie żadnego znaczenia. Stanom Zjednoczonym potrzebne było jednak państwo, które by czynem tę wojnę legitymizowały.
          Głównymi  motywami decyzji o udziale w inwazji na Irak były nadzieje na uzyskanie statusu partnera strategicznego USA oraz wzrost potencjału politycznego w środowisku międzynarodowym. W odróżnieniu od dość czytelnych motywów decyzji o udziale w inwazji, nie sposób dostatecznie jasno określić – zrekonstruować  cele, które zamierzano przez to osiągnąć: cele polityczne oraz cele strategii bezpieczeństwa Rzeczypospolitej, w tym strategii obronności. Nie zostały one nigdy należycie sformułowane, zhierarchizowane, uporządkowane. Do społeczeństwa docierały na poły propagandowe hasła, na poły niedorzeczności typu: „obrona cywilizacji”, „wypełnianie zobowiązań sojuszniczych” (!!!), „obrona bezpieczeństwa Polski”, „walka z zagrożeniami tam, gdzie się one pojawiają” i inne, których raczej nie da się traktować w kategorii celów strategicznych.
          Polska przystąpiła do wojny, na której przygotowanie, strategię, sztukę operacyjną i taktykę nie miała praktycznie żadnego wpływu.
          Po zwycięskim (?) zakończeniu dwumiesięcznej operacji wojennej, rozpoczęła się formalna okupacja kraju. Amerykanie do wykonywania okupacyjnych zadań potrzebowali istotnego wsparcia – używając wojskowego żargonu – dużo „siły żywej”. W kraju  podzielonym na  strefy okupacyjne – jedna przypadła Polsce (20% terytorium Iraku).
        Pomysł amerykański utworzenia polskiej strefy nasze władze przyjęły jak rzadko spotykaną szansę, dar losu – co niekoniecznie sprzyjać mogło chłodnej analizie strategicznej.  Zgodę na propozycję Amerykanów motywowano podobnie jak decyzję o udziale w operacji wojennej. W tej nowej sytuacji wzmacniały je nie tylko polityczne nadzieje lecz także wizje (czasem bliskie miraży) korzyści gospodarczych.
          Nie bacząc na nieco rozmyte cele ekspedycji i brak spójnej strategii, wojsko i niektóre instytucje podjęły się też zadania sformowania wielonarodowej dywizji oraz zorganizowanie jej działalności w strefie okupacyjnej. Mimo wielu niewiadomych jedno wydawało się wtedy pewne – to, że „nie idziemy do Iraku na wojnę”. Nasze wojsko na wojnę się nie szykowało; szykowało się jedynie do niezdefiniowanej należycie misji stabilizacyjnej.
          W ciągu trzech miesięcy przygotowano kontyngent Wojska Polskiego, sformowano wielonarodową (26 państw) dywizję. Kilkuletnia historia polskiego kontyngentu miała swoją dynamikę. Zmieniał się (zmniejszał) rejon działania, szybko zmieniał się (zmniejszał) skład oraz liczebność dywizji. Siedem razy zmieniał się charakter operacji, od „stabilizacyjnej” do „doradczo szkoleniowej”. Po czterech latach z „dywizji” pozostała jedynie nazwa.
          Amerykanie od początku liczyli, że Polska, podobnie jak Wielka Brytania, weźmie pełną odpowiedzialność za swój sektor. Ich pierwsze (ale dalece niejedyne) rozczarowanie nastąpiło przy pierwszym powstaniu As Sadra. Sami musieli przystąpić do jego pacyfikacji. Pojęli, że Polacy ze swoimi możliwościami (sprzętem, uzbrojeniem) oraz swoją mentalnością nie potrafią wywołać u przeciwnika należnego respektu. Nasze wojsko do zbrojnych operacji ofensywnych nie było przygotowane. Polska niebawem przestała się  w tej wojnie liczyć jako ważny, w pełni odpowiedzialny za swoją strefę sojusznik.
          W wojnie w Iraku, w operacji Iracka Wolność uczestniczyły tylko trzy państwa będące członkami NATO. Wojna w Iraku była przedsięwzięciem Stanów Zjednoczonych. Była to wojna z wyboru, nie z konieczności.
          Cel główny naszej misji: „wsparcie przez RP procesu stabilizacji i odbudowy”, był formułowany (w jej trakcie) tak, że nietrudno było z jego osiągnięcia jakoś się rozliczyć. Siły zbrojne natomiast nabywały nowych doświadczeń w kolejnych, zmieniających się misjach – doświadczeń z działań typowych dla interwencji na odległych terytoriach, dla operacji ekspedycyjnych.
           Polska uczestnicząc w tej wojnie miała wzmocnić swoje bezpieczeństwo.  Nasz kraj miał się stać bardziej bezpiecznym, ponieważ po obaleniu Saddama  „bardziej bezpieczny stał się świat”. Zdanie to często powtarzane przez Busha było zaklęciem, niby-argumentem rozgrzeszającym sens tej wojny. Polska miała być bezpieczniejsza dzięki pewniejszym gwarancjom Ameryki oraz zniszczeniu/osłabieniu terroryzmu.
          Polskie strategie bezpieczeństwa w podejmowaniu decyzji przez władze RP nie miały znaczenia. Strategię zastępowała doraźna taktyka.
          Zaangażowanie Polski w interwencji zbrojnej Stanów Zjednoczonych  w Afganistanie rozpoczętej jesienią 2001, do roku 2006 sprowadzało się do uczestnictwa niewielkiego kontyngentu w misji oenzetowskiej ISAF. 
          Interwencja, działania wojskowe szybko zakończyły się sukcesem. Jak się niebawem okazało, złudnym. Po pięciu latach działań przeciwpartyzanckich oraz misji ISAF, dowodzenie całością  przejęło NATO. Operacja w Afganistanie stała się dla Sojuszu  strategicznym priorytetem. Miała stanowić test wiarygodności, jej „być albo nie być”.
         W roku 2006 polski rząd i prezydent zdecydowali o znaczącym zaangażowaniu w misję koalicji pod dowództwem NATO. Decyzji towarzyszyło przekonanie o jej fundamentalnym znaczeniu dla Sojuszu, dla jego tożsamości, siły, efektywności.
          Zaangażowanie miało być inwestycją w  przyszłość. Do wielonarodowych sił NATO został wysłany kontyngent w sile około 1200 żołnierzy. Polska znalazła się wśród dziewięciu państw delegujących ponad tysiąc żołnierzy, plasując się wśród uczestników koalicji (31 państw) na ósmym miejscu – 2,5% całości zgrupowanych w Afganistanie wojsk. Polska w odróżnieniu od  większości uczestników operacji oddała swój kontyngent do dyspozycji dowództwa bez większych ograniczeń co do jego użycia.
          Za niefortunne należy uznać decyzje o sytuowaniu polskich jednostek w strukturach sił międzynarodowych – głęboko w strukturach amerykańskiej dywizji. Do czasu wprowadzenia korekty tych rozwiązań byliśmy dla Amerykanów podwykonawcami.
          Decyzja o osobnym rozmieszczeniu polskiego kontyngentu zapadła po roku.  Po ośmiu latach zmagań koalicji z Talibami, po kilku zmianach strategii/taktyki  nie przynoszących oczekiwanego skutku, zapadła decyzja o wycofywaniu wojsk oraz zmiany charakteru misji.  Misja NATO w roku 2014 dobiegła końca.  Bez zwycięstwa.
          W decyzjach o udziale wojska w interwencji/wojnie w Afganistanie, podobnie jak w przypadku wojny w Iraku, przyjęte przez rząd i prezydenta  strategie bezpieczeństwa RP w istocie nie miały znaczenia.  
           Znaczenie udziału Polski w konfliktach zbrojnych należy oceniać skromnie – jako umiarkowane. W żadnej z trzech wojen Polska nie miała wpływu na strategię ich prowadzenia. Każda była wojną ekspedycyjną, o których nie ma mowy w polskich koncepcjach – strategiach bezpieczeństwa narodowego, w strategiach obronności.
           Podkreślić jednak należy, że  udział w misji w Jugosławii  w pełni odpowiadał duchowi i zapisom pierwszej pozimnowojennej strategii. Polska wykorzystała wtedy szansę zaistnienia na arenie międzynarodowej jako podmiot strategiczny. Natomiast  militarne zaangażowanie w Iraku i Afganistanie ograniczało możliwości przygotowania sił zbrojnych do najważniejszego, konstytucyjnego zadania – obrony państwa.
          W roku 2007 ukazała się kolejna  Strategia Bezpieczeństwa Narodowego. Dokument przyjęty przez rząd a podpisany przez prezydenta RP, kiedy po wyborach tego rządu już  z nie było. Prace nad jego treścią poprzedzał, po raz pierwszy Strategiczny Przegląd Obronny. Jego rezultaty po zmianie rządów (2005), z powodów partyjno-politycznych nie zostały jednak  skonsumowane.
          Wśród (nie nachalnie wielu) zalet dokumentu wyróżnić należy jego konstrukcję oraz to, że jego treści zostały skorelowane ze strategiami sojuszników – Sojuszu Północnoatlantyckiego oraz Unii Europejskiej.
W tekście dokumentu terminu obronność państwa nie znalazłem. Pokrzepiła mnie natomiast zapowiedź  zatrzymania charakterystycznego dla minionych 20 lat kilkakrotnego zmniejszania liczebności sił zbrojnych.
Przyjęta w roku 2007 strategia, rok później, po agresji Rosji na Gruzję była strategią spóźnioną. Po raz kolejny.
          Przygotowania, prace nad nową strategią bezpieczeństwa rozpoczęto  od przeprowadzonego w latach 2010-2012 kompleksowego Strategicznego Przeglądu Bezpieczeństwa Narodowego RP. Po raz pierwszy – i jak dotąd ostatni. Po zakończeniu prac SPBN ukazała się Biała Księga Bezpieczeństwa Narodowego – też po raz pierwszy (i jak dotąd ostatni).
          Kolejnym – ważnym krokiem poprzedzającym przyjęcie nowej strategii było przedstawienie przez prezydenta Komorowskiego założeń doktryny tak zwanego zwrotu strategicznego. Zapowiadany zwrot miał oznaczać przeniesienie strategicznych priorytetów RP z udziału w misjach ekspedycyjnych  na zadania związane z zapewnieniem bezpośredniego bezpieczeństwa,  w tym obrony państwa. Według drugiego założenia doktryny własny potencjał obronny miał stanowić podstawowy filar naszego bezpieczeństwa.

Część trzecia.
          Nowa Strategia Bezpieczeństwa Narodowego ukazała się w roku 2014. Wyjątkowo solidnie przygotowana, bardzo szybko stała się nieaktualna. Tak jak  poprzednia – była to strategia spóźniona.
          Tej Strategii nie respektowały po wyborach w 2015 roku (a jeszcze przed wyborami – w czasie kampanii wyborczej) nowe władze. W przyjętej przez zwycięzców wyborów doktryny powszechnej negacji rządów poprzedników,  dynamiczne/gruntowne zmiany dotknęły siły zbrojne.
          W pierwszej kolejności nowy minister obrony narodowej zabrał się z rzadko spotykanym rozmachem za czystkę kadr, czystkę o posmaku masakry. Najdotkliwsze straty dotknęły Sztab Generalny oraz – co może zadziwić, Akademię Obrony Narodowej – zlikwidowanej i obsadzonej na nowo w powołanej w miejsce AON-u Akademii Sztuki Wojennej.
          W połowie 2016 roku uruchomiono tzw. Strategiczny Przegląd Obronny. Jego efekty miały  stanowić podstawę dla koniecznych zmian w funkcjonowaniu Sił Zbrojnych RP. Kierownictwo MON, zespół podejmujący się prac nad „przeglądem” rozpoczynali od założenia, że dotychczasowe przeglądy obronne, dokumenty o statusie strategicznym opierały się na nierealnej ocenie środowiska bezpieczeństwa Polski oraz powierzchownej metodologii.
          Efekty prac Przeglądu opublikowane zostały jako  Koncepcja Obronna RP, prezentując ogólne wnioski z prowadzonych analiz i nakreśloną na ich podstawie wizję polskiej obronności w przyszłości. Jak pisał pełnomocnik MON wyniki Przeglądu nie mogły zostać ujawnione. Koncepcji zatem nie można traktować jako dokumentu. Nie tylko ze względów formalnych.
          Strategia Bezpieczeństwa RP – obszerny dokument podpisany przez prezydenta, ukazała się w roku 2020, po pięciu latach rządów negujących strategię przyjętą przez poprzedników. Nowym rządom strategia z roku 2014 nie była potrzebna. Jak się okazało – przez siedem lat nie była też potrzebna nowa strategia. Bez własnej strategii podejmowane były wtedy poważne decyzje strategiczne. Bez obowiązującej strategii dokonywały się zmiany o dużym rozmachu i na dużą skalę.
          Dokument przyjęty w roku 2020 nie poprzedzała szersza debata z udziałem przedstawicieli różnych sił politycznych, udziału niezależnych ekspertów – bez  strategicznego przeglądu bezpieczeństwa, co przekładało się na szereg wytykanych przez prof. Kozieja słabości. Jego wartość jako koncepcyjnego fundamentu i punktu wyjścia  całego cyklu przygotowań strategicznych państwa w sferze bezpieczeństwa narodowego, była wątpliwa.
           Potężnym bodźcem do przyspieszenia wysiłków na rzecz bezpieczeństwa państwa, działań w zakresie bezpieczeństwa była agresja Rosji na Ukrainę. Realne/namacalne zagrożenia bezpieczeństwa nie zamykały się w działaniach hybrydowych przeciwnika – zagrożeniach z małym udziałem, lub wręcz bez udziału siły militarnej, bądź pośrednim jej udziałem. Podjęto więc wtedy szereg decyzji o przyspieszeniu wzmocnienia i rozbudowy sił zbrojnych – w tym kosztownych zakupów uzbrojenia.
          Przejęciu władzy przez koalicję w grudniu 2023 roku nie towarzyszyły żadne turbulencje w sferze bezpieczeństwa narodowego, nienaruszone zostały dokumenty o statusie strategicznym. Nie negowano też dotychczasowej  strategii bezpieczeństwa z roku 2020. Szef MON natomiast zwrócił się (zgodnie z prawem) do prezydenta o przygotowanie rekomendacji dla nowej  strategii. Wg prezydenta powinna się ona ukazać przed 24 lutego 2025 roku (rocznicą rosyjskiej inwazji na Ukrainę).
          Zmiany wprowadzone do wojska przez nową władzę okazały się zaskakująco niewielkie. Nie naruszono  struktur sił zbrojnych.  Nie było zmiany   obsady stanowisk (nie tylko) na najwyższym szczeblu.  Trzy najwyższe stanowiska były obsadzone tuż przed wyborami, po dymisjach szefa sztabu generalnego oraz dowódcy operacyjnego. Po brutalnych czystkach, masakrze Macierewicza, na większą zmianę zabrakło doświadczonego personelu.  
          Poprzednicy pozostawili dalece zaawansowane/gotowe umowy o zakupach uzbrojenia – zakupach bezprecedensowo kosztownych, zwanych  (zasadnie!) gigantycznymi. Decyzje poprzedników w tych sprawach bywały podejmowane pośpiesznie, przy niewystarczającym udziale praktyków. Służyły natomiast wizerunkowi władzy, były świetnym orężem polityki partyjnej. 
          Poprzednicy pozostawili także bardzo trudne do realizacji plany/koncepcje rozbudowy sił zbrojnych. Realizacja programu/planów rozwoju, budowy i rozbudowy  kolejnych dywizji i modernizacji wojska potrzebuje czasu. Czasu też potrzebuje wdrożenie zamówionego sprzętu i uzbrojenia. A jedno i drugie potrzebuje ogromu pieniędzy.
          Nowa władza – co należy podkreślić – konsekwentnie, z niewielkimi zmianami  realizuje wcześniej rozpisany na lata program wielkiej  modernizacji. Nowa władza dokonuje zmian umiarkowanych, bez zapędów rewolucyjnych. Bez demonstracyjnej negacji dokonań poprzedników. Mamy więc do czynienia z sytuacją, w której po przejęciu władzy zwycięża kontynuacja nad negacją – respektując w sposób wyważony zasady kontynuacji i zmiany. Jak w dobrej strategii.
          W okresie historycznych zmian:  od strategicznego ubezwłasnowolnienia do strategii samodzielności a następnie do strategii równoprawnego członkostwa w demokratycznym sojuszu ukazało się w Polsce sześć dokumentów państwowych zatytułowanych Strategia Bezpieczeństwa RP. O strategii państwa/państwowej nie było mowy. Można zatem uznać, że przyjmowane dotąd strategie bezpieczeństwa bądź zawierały (zawierają)  najistotniejsze przynajmniej treści strategii państwowej, bądź stanowią tylko jej namiastkę/erzac.
          Kolejne strategie dość szybko traciły „terminy ważności”. Strategia w roku 1992, choć ważna formalnie przez osiem lat,  już dwa lata później odchodziła na drugi plan; ważniejszymi stały się działania – wypełnianie oczekiwań i wymogów NATO. Strategię z roku 2000, rok później zastąpić musiała strategia kolejna. Solidnie/wzorcowo  przygotowaną strategię z roku 2014, rok później odrzucili zwycięzcy wyborów do parlamentu.
          Polskie strategie/dokumenty okazały się też mało strategiczne – brakowało im po prostu  horyzontów czasowych i przestrzennych.
          Jako, że kolejne strategie zazwyczaj szybko traciły swoją ważność, polska polityka, polityka bezpieczeństwa kilkakrotnie nie miała należytego oparcia w aktualnej strategii. Należy jednak zauważyć to, że  władze w podejmowaniu  decyzji o znaczeniu strategicznym niechętnie (często wcale) opierały się na strategiach obowiązujących.
          Każda kolejna strategia zawierała zmiany/nowelizacje. Zrozumianą przyczyną mniejszych bądź większych zmian w ich treściach były zmiany, które dokonywały się w otoczeniu, w środowisku bezpieczeństwa. Zmiany w strategiach wymuszały – wymuszać powinny,  zagrożenia. Słabą, zazwyczaj niedostrzegalną ale istotną rolę odgrywała towarzysząca zagrożeniom  mniej lub bardziej trafna ich percepcja. Zasadnicze zmiany dokonały się w treściach strategii wraz z uzyskaniem członkostwa w NATO. 
          W pierwszych przyjętych przez Polskę, członka Sojuszu, strategiach bezpieczeństwa zagrożenia militarne znalazły się na dalszym planie. W strategii z roku 2000 w ocenie zagrożeń czytamy, że …niepodległy byt Polski nie jest zagrożony, kraj nie jest narażony na bezpośrednią agresja militarną.  W strategii z roku 2003 wśród siedmiu zagrożeń/wyzwań wymieniono jedynie terroryzm oraz proliferację broni masowego rażenia. O bezpośrednim realnym zagrożeniu militarnym nie ma mowy. W strategii z roku  2007 czytamy też, że w dającej się przewidzieć perspektywie (…)  mało prawdopodobny jest konflikt zbrojny na dużą skalę.
          W postrzeganiu, definiowaniu  zagrożeń bezpieczeństwa przyjmowaliśmy bezrefleksyjnie percepcję amerykańską, jedynego w pierwszej dekadzie XXI wieku mocarstwa światowego. Przyjęliśmy kanoniczne wręcz zdanie o zaniku klasycznych, militarnych zagrożeń ze strony państw, że ich źródłem są podmioty niepaństwowe. W istocie takie podejście było dla nas wygodne. Przynosiło ulgę dla wysiłku suwerennego myślenia strategicznego, zwalniało do wysiłku myślenia.
          Pewne przebudzenie, poczucie dokonania zmiany w percepcji zagrożeń, spowodowała wywołana przez Rosję wojna z Gruzją w roku 2008. To wydarzenie oznaczało zapowiedź  zmian warunków bezpieczeństwa. Agresja Rosji na Ukrainę w roku 2014 to uwiarygodniła, co znalazło potwierdzenie w kolejnej agresji w roku 2022. 
           W ważnych decyzjach dotyczących bezpieczeństwa zbyt często dawało się odczuć niedosyt rzetelnej analizy strategicznej –  brak koniecznego dystansu do bieżących wydarzeń, emocjonalny ich odbiór i ocenę.
           Każda strategia, a szczególnie dobra strategia potrzebuje: w czasie jej tworzenia (a także aktualizacji)  odpowiednich analiz, dobrej debaty, głębokiego namysłu,  politycznej zgody. W czasie jej realizacji – strategicznej cierpliwości. Strategię bowiem powinny/muszą charakteryzować możliwie odległa perspektywa – możliwie odległe horyzonty czasowe i przestrzenne. Strategię tworzy się  „dziś” ale strategii nie tworzy się na jutro.
          W strategiach „po polsku” przytoczone powyżej kanoniczne wymogi co do ich tworzenia i realizacji niekoniecznie  się respektowało. Ich tworzenie nie poprzedzały   przeglądy. Wyjątek w takiej praktyce stanowią przygotowania  nowej strategii roku 2014.
          W praktyce strategicznej zazwyczaj brakowało cierpliwości. Panowały zbyt często pośpiesznie kreowane, doraźne  decyzje. Taktyka wygrywała ze strategią.  Docenić jednak należy  dzisiejszą (jednak) zgodę między zwalczającymi się partiami  w zasadniczych kwestiach bezpieczeństwa.  
          Polskość w naszej strategii, charakterystyczne jej cechy nietrudno odnaleźć. Zawiera się ona w zwierciadle głęboko zakorzenionej polskiej kultury – kultury politycznej szczególnie.