Klub Generałów

Zestaw rakietowy Toczka w Wojsku Polskim – przełomem technologicznym

Gen. bryg. Marek K. Ojrzanowski

          We wrześniu tego roku mija 20 lat od rozwiązania jedynej w WP jednostki wojskowej wyposażonej w zestaw rakietowy Toczka. Ten nowoczesny w swoim czasie naziemny rakietowy system uderzeniowy szczebla taktycznego był w pierwszych latach wojny w Ukrainie szeroko wykorzystywany przez obie strony konfliktu. Jego główne zalety to precyzja i stosukowo duża moc uderzeń, uniwersalność głowic, szybkość obsługi oraz wysoka mobilność.
          Zestaw rakietowy 9K29 popularnie nazwany Toczka (ros. kropka) z uwagi na dokładność uderzeń do celu (według nomenklatury NATO SS-21 Scarab) na uzbrojenie Wojska Polskiego trafił w grudniu 1987 roku. Macierzystą jednostką zestawu został 7 dywizjon rakiet taktycznych stacjonujący w Budowie koło Złocieńca (woj. zachodniopomorskie) należący organizacyjnie do 20 Dywizji Pancernej (sztab dywizji mieścił się w Szczecinku).
          W porównaniu do poprzedniego zestawu rakietowego będącego na uzbrojeniu dywizjonu – 9K52 Łuna–M, nowy sprzęt stanowił iście rewolucyjny przeskok. Rakiety zestawu Łuna–M startowały z wyrzutni 9P113 (na podwoziu ZIŁ 135 ŁM) i stanowiły niekierowany pocisk lecący po torze balistycznym napędzany rakietowym silnikiem na paliwo stałe. Wycelowanie odbywało się sposobem powszechnym w całej ówczesnej lufowej artylerii produkcji radzieckiej: w donośności za pomocą mechanicznego celownika, w kierunku przy użyciu wysłużonego kątomierza działowego PG-1. Rakiety posiadały maksymalną donośność 70 km i mogły być wyposażone w głowice odłamkowo-burzące, kasetowe, agitacyjne oraz specjalne: chemiczne i jądrowe (o mocy 3 – 20 kt). Konwencjonalny napęd i wycelowanie nie zapewniały dużej dokładności, co przy głowicach jądrowych nie miało większego znaczenia, zakładane uchylenia mogły dochodzić nawet do kilku kilometrów (np. na maksymalną odległość jednostkowe uchylenia w głąb i wszerz to 500 – 700 m, które zgodnie z prawem rozrzutu mogły być czterokrotnie większe), przy głowicach klasycznych stawały się już problematyczne.
          Przygotowanie danych do celu odbywało się wówczas jedynie dostępnym sposobem, czyli ręcznym (manualnym). Dywizjon oczywiście nie wybierał celów, współrzędne do nich otrzymywał z wyższego szczebla. Był on przede wszystkim odpowiedzialny za przygotowanie rakiet i w wyznaczonym czasie dokonanie startu. Były to czasy (niektórzy uważają je za szczęśliwe) bez komputerów, internetu, GPS-ów i sztucznej inteligencji. Wszelkie dane należało wyliczyć na papierze przy pomocy ołówka, tabel i pewnych przyrządów pomocniczych. W skład przygotowania danych do startu rakiety wchodziło przygotowanie topogeodezyjne, meteorologiczne, obliczenie nastaw i przygotowanie techniczne. Wszystkie te czynności wykonywano w baterii startowej (w dywizjonie były dwie lub trzy baterie startowe posiadające po jednej lub dwie wyrzutnie).  Za przygotowanie topogeodezyjne odpowiadała drużyna topograficzna (trzech funkcyjnych, kierowca i autotopograf), która określała współrzędne stanowiska startowego głównie za pomocą punktów  państwowej sieci geodezyjnej (PSG), obserwacji astronomicznych (w dzień Słońca, w nocy Księżyca i gwiazd) względnie z wykorzystaniem  autotopografu i girokompasu. Obliczenia wykonywano na specjalnych arkuszach przy pomocy tabel logarytmicznych, katalogów astronomicznych i PSG używając też suwaka logarytmicznego. Przygotowanie meteorologiczne polegało na określeniu danych o wietrze odziaływującym na rakietę podczas dwóch faz lotu: na odcinku aktywnym, kiedy pracował silnik rakiety i biernym, kiedy rakieta leciała po torze balistycznym. Dane o kierunku i sile wiatru na aktywnym torze lotu rakiety określała drużyna meteorologiczna baterii startowej (trzech funkcyjnych i kierowca) mająca do dyspozycji stację meteorologiczną RWZ-1 sondującą atmosferę za pomocą balonu wypełnianego wodorem, lub kiedy nie było możliwości wykorzystania stacji, karabinu – wiatromierza. Ten wystrzeliwał pionowo w górę ołowiane pociski z barwną taśmą, po czym na podstawie średniego miejsca ich upadku mierzono do niego odległość i kierunek i przy pomocy specjalnych tabel określano siłę i prędkość wiatru w warstwie przyziemnej.  Uzyskane w ten sposób dane miały ważność do pół godziny. Parametry dla biernego odcinka toru lotu rakiety określano na podstawie tzw. komunikatu meteo-średni opracowywanego za pomocą stacji meteorologicznej RMS działającej według planu wyższych szczebli, którego ważność wynosiła do 3 godzin.  Posiadając dane meteorologiczne drużyna rachunkowa w baterii startowej (dwóch rachmistrzy, radiotelefonista i kierowca), sporządzała na papierze milimetrowym formatu przeważnie A2/B2 wykres poprawek, po uzyskaniu zaś współrzędnych stanowiska startowego i celu obliczała nastawy do startu rakiety przy pomocy specjalnych tabel strzelniczych, do obliczeń wykorzystując mechaniczne arytmometry, później zastąpione elektronicznymi kalkulatorami MESKO z możliwością realizacji czterech podstawowych działań matematycznych. Była to praca dwóch rachmistrzy, którzy dla uniknięcia pomyłek wykonywali równolegle obliczenia periodycznie porównując je ze sobą. Jako dodatkowe zabezpieczenie te same obliczenia wykonywała para rachmistrzy w baterii dowodzenia dywizjonu również porównując dane z rachmistrzami baterii startowej. Rezultatem obliczeń były kąt podniesienia prowadnicy wyrzutni wprowadzany na celownik i kierunek ustalany za pomocą kątomierza PG-1 wyrzutni, które w ramach przygotowania  technicznego wraz z innymi czynnościami (zajazd na stanowisko startowe, opuszczenie podnośników, podłączenie kabli startowych do rakiety, rozwiniecie pulpitu wynośnego, itd.) wykonywali funkcyjni zespołu obsługi wyrzutni (dowódca i czterech żołnierzy). Warto w tym miejscu podkreślić, że z uwagi na wagę realizowanych zadań (decydowała broń jądrowa!) etat dowódcy obsługi wyrzutni był łamany – porucznik/kapitan, a wśród czterech żołnierzy obsługi dwóch było podoficerami zawodowymi (zastępca dowódcy – mechanik-elektryk i kierowca-mechanik). Baterią startową dowodził oficer w stopniu majora. W czasie pokoju istotą działalności jednostki woskowej jest szkolenie realizowane w warunkach garnizonowych i poligonowych. W dywizjonie rakiet taktycznych szkolenie było ujęte w sztywne ramy funkcjonalne i parametryczne, a więc określone normami instrukcyjnymi i wartościami dokładności i czasu wykonania. A te były mocno wyśrubowane mierzone z dokładnością do jednej tysięcznej kąta i sekundy na sekundomierzu, Aby im sprostać trzeba było w pocie czoła i do znudzenia trenować wszystkich funkcyjnych baterii, stworzyć z nich jeden sprawnie funkcjonujący organizm zdolny do wykonania zadań bez względu na porę doby i roku, również w przeciwchemicznej odzieży ochronnej.  Nie było to łatwe, gdyż skład osobowy występującej w owym czasie zasadniczej (a więc poborowej) służby wojskowej co pół roku podlegał wymianie jednej czwartej obsady. Bez względu na to jednostka wojskowa musiała być stale zdolna do wykonywania swoich zadań, czas na opuszczenie koszar w trybie alarmowym wynosił 1 godzinę.
          Wprowadzenie zestawu Toczka radykalnie zmieniło ten układ. O ile zasadnicze parametry dywizjonu pozostały te same, a więc struktura organizacyjna: dowództwo, sztab, bateria dowodzenia, dwie baterie startowe po dwie wyrzutnie rakiet, plutony techniczny i zaopatrzenia, podobnie jak i działanie taktyczne będące zresztą warunkowane maksymalną zdolnością uderzeniową zestawu – 70 km, co mniej więcej odpowiadało w tym czasie odległości zadania dnia dywizji w natarciu; stąd pozostawienie w strukturze dywizyjnego związku taktycznego, niezmienione ugrupowanie bojowe dywizjonu i sposób rozwijania poszczególnych elementów. Rewolucyjny przełom polegał na nowej jakości technologicznego procesu przygotowania startowego i przebiegu toru lotu rakiety. Główne zmiany odróżniające Toczkę od swej poprzedniczki Łuny–M zamykały się w trzech aspektach:
     1.Rakieta była kierowana autonomicznie na całym torze lotu. Jej przebiegiem sterował komputer pokładowy rakiety, który przy pomocy sytemu giroskopowego i laserowego systemu pomiaru odległości reagując na wszelkie stany atmosfery korygował trajektorię przy użyciu dwóch par sterów, jednej na aktywnym jej odcinku i drugiej na biernym. W ten sposób rakieta (napędzana również paliwem stałym) stanowiąc niezależny samonaprowadzający się układ odporny na zakłócenia (możliwe, że współczesne systemy mogą to zrobić) precyzyjnie uderzała w cel przy uchyleniach wynoszących kilkadziesiąt metrów.
     2. Wyrzutnia była samodzielna w przygotowaniu startu, potrzebne były tylko współrzędne celu. Wynikało to z posiadania dwóch systemów nawigacyjnych do określania bieżącego położenia wyrzutni (współrzędnych stanowiska startowego) pracujących niezależnie: klasycznej aparatury autotopograficznej i systemu dopplerowskiego.  Dzięki temu obsługa wyrzutni (w liczbie trzech: dowódca – oficer, operator i kierowca – obaj podoficerowie zawodowi) w każdej chwili znała swoje położenie i była w gotowości (oczywiście mając załadowaną na prowadnicę rakietę) do wykonania zadania.
      3. Wyrzutnia 9P 129 zestawu była cały czas zamaskowana, rakieta stawała się widoczna na 15 sekund przed startem. Wynikało to z konstrukcji pojazdu, na którym została zamontowana. Trzyosiowy BAZ 5921 przypominał z wyglądu amfibię, którą zresztą był posiadając właściwości pływające. Prowadnica znajdowała się pośrodku pojazdu w specjalnej komorze, tak, że po załadowaniu rakiety pozostawała ona niewidoczną przykryta od góry dwiema automatycznie rozsuwanymi pokrywami. Pokrywy miały zaczepy, do których mocowano siatkę maskującą, która w procesie startu odsuwała się na boki wraz z pokrywami. Jeżeli do siatki przymocowano gałęzie, trawę czy naszyto białe płótno i przysypano śniegiem, w zależności od warunków, wyrzutnia była praktycznie niewykrywalna z większej odległości naziemnej i z powietrza. Dodatkowym walorem był stały kąt podniesienia prowadnicy – 78 stopni, co redukowało zasięg strefy wrażliwej z tyłu wyrzutni podczas startu rakiety. To z kolei pozwalało na ustawienie wyrzutni w terenie porośniętym krzakami i niedużymi drzewami ułatwiającymi maskowanie stanowiska startowego. Proces przygotowania do startu (ustawienie wyrzutni na podnośnikach, jej stabilizacja i poziomowanie) jak i sam proces startu odbywały się automatycznie. Po zameldowaniu gotowości i uzyskaniu zezwolenia na start, dowódca wyrzutni naciskał przyciski START i po 2 minutach rakieta schodziła z prowadnicy. Praktycznie więc, nawet przy pomocy pojedynczej wyrzutni przerzuconej szybko (i skrycie) w odpowiednie miejsce samodzielnie na kołach, transportem kolejowym czy lotniczym możliwe było wykonanie zaskakującego celnego uderzenia rakietowego jedną z możliwych bojowych głowic zestawu: odłamkowo-burzącą, kasetową, przeciwradiolokacyjną, jądrową (o mocy 10 – 100 kt).
          Wszystko to powodowało, że zestaw rakietowy Toczka był niezwykle skutecznym narzędziem oddziaływania na przeciwnika w działaniach bojowych dywizji. Żmudne i czasochłonne ręczne obliczenia odeszły do lamusa wraz ze swoimi atrybutami pomocniczymi jak arytmometry, kalkulatory, suwaki logarytmiczne, różnego rodzaju opasłe tabele i katalogi jak również punkty państwowej sieci geodezyjnej, o których dzisiaj już nikt nie pamięta. Podobnie ze składu baterii startowej zniknęły drużyny rachmistrzy i meteorologiczne. W baterii pozostały dwie wyrzutnie i dwa autotopografy wyposażone w nowej generacji girokompasy, które nie uczestniczyły bezpośrednio w procesie przygotowania i startu rakiet, zadaniem ich było dokonywanie rekonesansu terenu, wyboru stanowisk startowych i prowadzenie kontroli wycelowania rakiety (potrzebnego w warunkach pokojowych).
          Wybór 7 dywizjonu rakiet taktycznych w Budowie nie był przypadkowym.  Decydującym było miejsce stałej dyslokacji jednostki oddalone od większych ośrodków miejskich i bliskość poligonu Drawskiego. W tamtym czasie jednostki rakietowe posiadały status jednostek specjalnych objętych rygorami maskowania, które zabraniały w warunkach dziennych otwartego eksponowania sprzętu w promieniu 30 km od garnizonu. Sam dywizjon był jednym z najstarszych w Wojsku Polskim o bogatych tradycjach. Powstał na bazie utworzonego w 1957 roku w Choszcznie 7 dywizjonu artylerii rakietowej wyposażonego w wyrzutnie BM 14–17, po przeniesieniu do garnizonu Budowo sformowany został w 1963 roku i rok później uzbrojony w zestaw rakietowy 2K6 Łuna. W 1967 roku został wyposażony w zestaw 9K52 Łuna–M i po dwudziestu jeden latach otrzymał zestaw 9K79 Toczka. W okresie 1988 do 1999 dywizjon wykonał cztery starty bojowe potwierdzające wysoką precyzję i skuteczność zestawu. Starty (oprócz jednego) przeprowadzone były z zapasowego lotniska pułku lotniczego ze Świdwina w pobliżu wsi Broczyno  niedaleko od Czaplinka (tam gdzie obecnie Jurek Owsiak urządza festiwal rockowy), a punkty upadku znajdowały się na poligonie Drawskim.
          Jak to przeważnie bywa, historia zatoczyła koło. Po prawie trzydziestu latach funkcjonowania w Budowie, w 1990 roku dywizjon wrócił do miejsca urodzenia, aby przypieczętować swój los.  W rezultacie zmian politycznych po 1989 roku stosunki z Federacją Rosyjską uległy oziębieniu, z upływem czasu kończyły się części zamienne i resursy rakiet i wyposażenia kontrolno-pomiarowego. Mimo to, do końca istnienia dywizjonu wszystkie cztery wyrzutnie 9P129, rakiety i pojazdy pomocnicze posiadały pełną sprawność bojową, a polscy rakietowcy opracowali bez udziału producenta kompletną dokumentację techniczną zestawu. Podejmowano próby porozumienia się z Rosjanami w sprawie dalszego serwisowania zestawu, na co strona rosyjska zażądała wygórowanych opłat w twardej walucie, co z kolei dla polskich decydentów było nie do przyjęcia. W rezultacie brak części zamiennych i wyczerpanie resursów sprzętu (przede wszystkim rakiet) oraz brak odpowiedniej bazy remontowej wpłynął na decyzję o likwidacji dywizjonu, co nastąpiło 30 września 2005 roku.
          Obecnie dzięki inicjatywie członków koła ZŻWP w Słupsku odbywają się w Jarosławcu w pobliżu poligonu Wicko Morskie coroczne zjazdy artylerzystów, na których spotykają się artylerzyści służący dawniej w Budowie (stacjonował tam kiedyś 36 pułk artylerii) i w coraz mniejszej liczbie rakietowcy z byłego 7drt. 
Pozostały wspomnienia. I nostalgia, dla co bardziej wrażliwych.  

Wyrzutnia 9P113 na stanowisku technicznym

Wyrzutnia 9P129 na stanowisku startowym

Start rakiety zestawu Toczka